środa, 3 lipca 2013

#2 - życie bez kieszeni nie ma sensu!

Zdecydowanie. Ja bez kieszeni nie potrafię funkcjonować. Dzisiaj, mimo sporego upału, włożyłam legginsy. Po prostu, było mi w nich wygodnie, a moje krótkie spodenki trochę krępują ruchy. Zamierzałam dzisiaj wrócić do domu rowerkiem, a kilka kilometrów przejechanych w niewygodnych ciuchach naprawdę DAJE się we znaki... Stąd moja szalona decyzja. No i... Cóż, miałam do tego tylko koszulkę, więc kieszeni niet. A męczy mnie katar, więc potrzebowałam chusteczek. No i telefon - przydatny zawsze i wszędzie, niestety ludzie często się do mnie dobijają. Do tych ludzi należy między innymi moja mama, która gdyby nie miała ze mną kontaktu, chybaby oszalała, a potem mnie zabiła, ewentualnie w odwrotnej kolejności. No i drobniaki na picie. Matko, jak ja się nagimnastykowałam, żeby to jakoś gdzieś umieścić... Ostatecznie stanęło na tym, że gumka legginsów dobrze zastępuje kieszenie, przytrzymując chusteczki, a nawet telefon, za to w bucie można skutecznie ukryć trzy złote. Tam dam dam, dałam radę!

Ach, no i dzisiaj moje kochane koleżanki namówiły mnie na kilka... taaak, zdjęć! Na ogół kiedy ktoś chce mnie sfotografować zasłaniam się ręką i się wkurzam. Powód? Po prostu zawsze wychodzę strasznie. O k r o p n i e. Nie wiem, czy jestem aż tak brzydka, czy po prostu niefotogeniczna. Jednak D. udało się zrobić ze mnie człowieka. Co prawda przyćpanego, ale... Nie jest tak źle, jak zazwyczaj. A to duży plus. Jupilaa. Wolałam się jednak bawić w ich fotografa, bo jak ma się fotogeniczne modelki, to aż miło "trzaskać fotki". Co najśmieszniejsze, nieswoim aparatem... Jedno jest pewne - najprawdopodobniej odkryłam swoją nową pasję. Zawsze wzbraniałam się przed fotografią, bo to takie oklepane w dzisiejszych czasach, zaraz będzie, że się jaram tym, bo wszyscy się jarają, nawet aparatu nie mam... A tu bum. Wystarczyło jedno popołudnie, by kompletnie zmienić moje podejście do takiego hobby.

Ogólnie nie jestem człowiekiem ze słomianym zapałem, który chwyta się wszystkiego i nie kończy niczego. Przeżywałam co prawda drobne fascynacje, ale nawet one trwały dość długo... Na przykład kilka lat temu przeżyłam fazę na historię drugiej wojny światowej. Przez trzy lata - co najzabawniejsze, był to trzy pierwsze lata podstawówki - czytałam o tym wszystko, co wpadło mi w ręce. Trochę z tej pasji zostało mi do tej pory, ale nie jest to już takie szaleństwo, jak kiedyś. Lubię sobie od czasu do czasu obejrzeć jakiś dokument, przeczytać coś, o czym jeszcze nie wiem... Miałam też boom! na dinozaury i historię Ziemi. Przestudiowałam encyklopedię... Tak, to wręcz śmieszne. W międzyczasie zaczęło się pisanie... Najpierw wiersze - wisiały sobie na tablicy w szkole, bo jedna nauczycielka zbierała prace od uczniów i te, które jej się spodobały, wywieszała. Ach, moje dziecięce ego było naprawdę mile połechtane. Potem faza na wiersze się skończyła, przyszły powieści. Serio, powieści. Kilka rozpoczętych, jedna skończona. Jednak pisałam ją będąc w czwartej i piątej klasie, więc styl jest straszny... Nawet nie chce mi się tego przeredagowywać, a wyrzucić zeszyty z tymi bazgrołami - szkoda! Po "powieściach" - faza na publikowanie opowiadań na forach literackich. Czasem były miłe komentarze, czasem nie... Dzięki kilku miesiącom "spędzonym" wśród pisarzy-amatorów z całej Polski nauczyłam się pokory. Już wiedziałam, co muszę poprawić, nad czym popracować. Teraz... ciągle piszę. Może mniej, może nie tak intensywnie. Jednak zostałam przy tym. To taka jedna, mała pasja, z którą wiążę niejako swoją przyszłość. Chciałabym kiedyś coś wydać... Ech, no jasne - jeszcze sport. Jestem biedną astmatyczką ze słabą kondychą, a jednak kiedyś trenowałam pływanie. Przez problemy zdrowotne zrezygnowałam z tego... I żałuję. Teraz już za późno, by poważnie o tym pomyśleć, ale przecież dla przyjemności mogę znowu zacząć pływać. No i jeździć na rowerze, biegać, dużo spacerować... Codziennie robię pieszo pewnie kilka, jak nie kilkanaście kilometrów! Niezły wyczyn... Jak na mnie ;) 

Jejku, miał być wpis o życiu bez kieszeni, wyszło na rozkminę o moich pasjach. Czyli miało być dobrze, wyszło... Jak zawsze mi wychodzi, czyli pisałam o wszystkim innym. Super. Dobra, chyba już będę to kończyć. Chyba jest za późno na pisanie... Muszę się nauczyć pisać tylko rano. No, tak do południa. Potem... potem to chyba nie ma mnie w domu. Wracam o nieludzkiej 21:30, a wtedy już jasno nie myślę.

No nie! Znowu! Palce wymykają się spod kontroli, pisząc wszystko, o czym pomyślę. Dość! Koniec tego dobrego! Pora powiedzieć dobranoc...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz