wtorek, 2 lipca 2013

#1 - wielki powrót do lumpeksów

Nie rozumiem ludzi uprzedzonych do lumpeksów, kupujących tylko w drogich sklepach czy choćby sieciówkach, gdzie ceny nierzadko przekraczają kwoty, na jakie mogę sobie pozwolić. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że "nie ogarniam" szału na oryginalne buty, torby czy spodnie z najlepszych firm. Nie mam converse'ów. Nie mam vansów. Za dwie pary zapłaciłabym jakieś 400-500 złotych. Mam za to trampki wyglądające jak convers'y. Mam trampki wyglądające jak vansy, i to w dwóch typach. I za trzy te pary nie dałam więcej niż stówkę... Tak samo rzecz się ma z kupowaniem w "lumpach". Co z tego, że ktoś kiedyś nosił jakieś ubranie? A nawet, nie oszukujmy się, niekoniecznie. Do second-handów nierzadko trafiają ciuchy całkiem nowe, jeszcze z metką, dobrej jakości. I można kupić je za kilka złotych.

Akurat wczoraj wybrałam się z mamą na przejazd po lumpeksach. I kupiłam sobie torbę ciuchów za trzydzieści złotych. Za duże, męskie T-shirty, o ile bym gdzieś takie znalazła, dałabym... Około 35 złotych za każdy. A kupiłam takie trzy. Za bluzeczkę z H&M poszłoby ze 30-40 złotych spokojnie. Najtańszy byłby pewnie biały top na ramiączkach, który na pewno wypatrzyłabym gdzieś za 20 złotych. Koszulkę jakiejś mniej znanej firmy kupiłabym za 25-30 złotych. DO tego dochodzi spódniczka z H&M (ok. 30 złotych) i świetna, sprana niemal do białości dżinsowa kurtka. Wydatek, na jaki nie mogłabym sobie pozwolić - nowa kosztowałaby mnie jakieś 90-110 złotych. Hmm, podliczmy to. Ponad 300 złotych za kilka rzeczy. Tymczasem ja zapłaciłam dokładnie 28... Warto? WARTO.

Moja przyjaciółka trochę kręci nosem na rzeczy z lumpa. Jest nauczona, że od małego ma wszystko firmowe... I drogie. Ale ja ją jeszcze nawrócę, bo tak naprawdę już niedługo i mamusia nie zapłaci pięciu stów za nowe buty, za studenckiego życia trzeba będzie zadowolić się tańszym odpowiednikiem. Podobnie z ciuchami... Wiecie, ja za to od małego mam wszystko po kimś. I w sumie dobrze mi z tym - na czymś trzeba oszczędzać, a to, że kupię w SH za grosze taką samą rzecz jak w firmówce za pięć dych, nieszczególnie godzi w mój honor.

2 komentarze:

  1. SH to źródło największych cudów. Owszem, można sobie pozwolić na coś firmowego, ale po co skoro zaraz 1000 osób będzie miało to samo co my? A poza tym nie rozumiem koleżanki, przecież w SH też możemy znaleźć firmowe ciuszki po których nawet nie ma śladu użytkowania. Moja koleżanka kiedyś znalazła rzeczy z nowej kolekcji HM :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Chociaż czasem może wydawać się męczące takie łażenie i przerzucanie kilogramów ciuchów, a jednak naprawdę warto. I fakt - z tych wszystkich Croppów, Trolli, H&M etc. tyle ludzi ma ciuchy, że nierzadko można trafić na kogoś w tych samych rzeczach. Natomiast rzeczy kupione w lumpeksie zazwyczaj są unikatowe - i to jest świetne :D

      Usuń